„The Sinking of the Lusitania”: pierwszy animowany dokument

lusitania-main

Dziś minęło sto lat od zatopienia przez Niemców brytyjskiego liniowca „Lusitania”. Tragedia pasażerów zainspirowała Winsora McCaya do realizacji filmu animowanego „The Sinking of the Lusitania”. Warto go obejrzeć.

Dramat „Lusitanii” stał się jednym z momentów, które miały zadecydować o przebiegu I wojny światowej. Śmierć blisko 1200 pasażerów (ponad 700 ocalało) i atak na cywilny statek – choć przewożący na pokładzie także broń – przyspieszyły decyzję Stanów Zjednoczonych o włączeniu się do działań wojennych i wzburzyły opinię publiczną na całym świecie. O samym wydarzeniu warto przeczytać choćby na Wikipedii, ale jeśli potrzebujecie rozbudowanej opowieści, to warto poczytać fascynującą relację zbudowaną ze wspomnień ocalonych pasażerów, lub sięgnąć po nową książkę Erika Larsona „Dead Wake: The Last Crossing of the Lusitania”.
Zatopienie liniowca stało się także pożywką dla propagandy. „Lusitania” pojawiała się na plakatach rekrutacyjnych, do dramatu odwoływali się politycy nawołujący do walki przeciwko Niemcom, wiersz „The Crime of Crimes” poświęcił jej także H.P. Lovecraft, który swoją drogą wydarzenia wojenne postrzegał jako bratobójczą walkę między aryjskimi narodami. O tragedii „Lusitanii” postanowił opowiedzieć także Winsor McCay, 48-letni wówczas artysta pracujący dla koncernu prasowego Williama Randolpha Hearsta.

Dziś pamięta się McCaya najczęściej dzięki jego komiksowemu arcydziełu „Little Nemo”, serii, którą rysował w latach 1905 – 1911 i na podstawie której zrealizował swój pierwszy film animowany. Amerykanin miał jednak na koncie znacznie więcej dzieł: prasowe komiksy tworzył od początku wieku, a popularność przyniosły mu cykle „Little Sammy Sneeze” oraz „Dream of the Rarebit Fiend”. Był też pionierem animacji (sam uważał siebie za pierwszego animatora, ale to jednak nieprawda), a jego „Little Nemo”, „How a Mosquito Operates” i przede wszystkim „Gertie the Dinosaur” przyniosły mu uznanie publiczności. Na wieści o zatopieniu „Lusitanii” zareagował tak, jak potrafił – sztuką. Ale na wsparcie swojego pracodawcy pod tym względem liczyć raczej nie mógł. Hearst był zadeklarowanym przeciwnikiem przystąpienia USA do wojny i nie zważał na poglądy swoich czytelników, nie wspominając o pracownikach. I nawet choć w 1915 roku założył studio animacji International Film Service, McCay nie zrealizował w nim żadnego filmu. Za „The Sinking of the Lusitania” musiał więc – tak jak za poprzednie filmy – zapłacić z własnej kieszeni.
Realizacja trwała dwadzieścia dwa miesiące, a dzieło było jednym z pierwszych filmów animowanych, które powstało na planszach celuloidowych (wcześniej McCay używał papieru ryżowego) – wymagało to stworzenia aż 25 tysięcy rysunków, którą to informację wykorzystano później nawet w kampanii reklamowej. Efektem był dwunastominutowy niemy film, łączący sekwencje animowane, plansze z napisami oraz ujęcia przedstawiające McCaya i jego skromny zespół przy pracy. Pierwszy – a przynajmniej najstarszy zachowany – animowany film dokumentalny w historii kina, celowy wystylizowany i zmontowany tak, by przypominał kronikę filmową. Zatopienie „Lusitanii” nie zostało uwiecznione na zdjęciach ani tym bardziej na taśmie filmowej. McCay stworzył więc obrazy zagłady liniowca na podstawie opowieści świadków i doniesień prasowych (także przecież bazujących na naocznych świadectwach). Jego film do dziś robi wrażenie. Unika dosłowności, ale jest bardzo sugestywny. Scena, w której ludzie skaczą do oceanu z pokładu tonącego statku, nieprzyjemnie skojarzyła mi się z późniejszymi przecież o blisko 90 lat ujęciami ludzi rzucających się z płonącego World Trade Center.

Film McCaya powstawał w czasie wojennej gorączki, łatwo więc wybaczyć mu propagandowość plansz z napisami – reżyser starał się zresztą na tyle, na ile było to możliwe, pogłębić opis wydarzeń, przypominając m.in. że wywiad ostrzegał armatorów o niemieckich łodziach podwodnych grasujących u wybrzeży Irlandii i Wielkiej Brytanii. Na ekrany kin „The Sinking of the Lusitania” trafił dopiero 20 lipca 1918 roku. Nie był zresztą pierwszą animacją opisującą okrucieństwa Wielkiej Wojny: autorzy opracowania „American Cinema of the 1910s” wymieniają m.in. takie tytuły: „The Peril of Prussianism” (premiera w styczniu 1918 roku), „Me und Gott” (kwiecień) oraz „The Depth Bomb” (maj). Zaś o „Lusitanii” powstały wcześniej dwa filmy fabularne: „Her Redemption” (1916, dziś zaginiony) oraz „Lest We Forget” (1918) w reżyserii Léonce’a Perreta. W obu główne role zagrała Rita Jolivet, aktorka, która przeżyła atak na „Lusitanię”. Jej historię dokładniej opisuje Stephen Bottomore w ciekawej książce „The Titanic and Silent Cinema”. Ten sam autor uznał zresztą animację McCaya za najlepszą filmową opowieść o dramacie „Lusitanii”.
Dzieło McCaya nie okazało się wielkim komercyjnym sukcesem. Film zarobił w amerykańskich kinach – po kilku latach wyświetlania! – około 80 tysięcy dolarów, co ledwie zwróciło koszty produkcji. Sam McCay w latach 20. zrealizował jeszcze kilka filmów animowanych, ale do końca życia utrzymywał się przede wszystkim z ilustracji prasowych i reklamowych.

The Sinking of the Lusitania
USA 1918 | reżyseria: Winsor McCay

Reklamy

Autor: Jakub Demianczuk

Dziennikarz, krytyk

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s