„Jurassic World”: Dinozaury są wkurzone

jworldmain

Trzeba było nowego filmu o dinozaurach, żeby wyrwać mnie z blisko dwumiesięcznego blogowego marazmu. Ale rozczarowanie było tak wielkie, że nie mogę powstrzymać się przed narzekaniem. I niby mogłem się tego spodziewać – już zwiastun filmu zapowiadał raczej drugorzędną rozrywkę – a jednak nie podejrzewałem, że będzie tak źle. Uwaga – spoilery!

Co więcej, naiwnie wierzyłem, że może to jednak okaże się przyzwoity film. Ma sympatyczną obsadę, reżyser Colin Trevorrow zrobił wcześniej całkiem udane „Na własne ryzyko” (trudno skądinąd zrozumieć, dlaczego niezależny twórca po jednej fabule dostał do rąk tak duże przedsięwzięcie jak „Jurassic World”), a marka serii też dawała nadzieję na przyzwoitą rozrywkę. Niestety, nic z tego. Owszem, widać tu włożone w produkcję gigantyczne pieniądze, efekty specjalne są przyzwoite/dobre, ale to od dawna, od bardzo dawna nie wystarcza. Wiadomo, że żaden film nie wywoła takiego oszałamiającego efektu, jak oryginalny „Jurassic Park” – w 1993 roku to naprawdę było wydarzenie: zobaczyć na ekranie dinozaury, które nie wyglądały jak efekty specjalne Raya Harryhausena (którego – żeby nie było – zawsze uwielbiałem). Pamiętacie? Żeby zobaczyć dinozaury, trzeba było czekać kilkadziesiąt minut, ale za to mogliśmy się poczuć jak bohaterowie tamtego filmu. Scena, w której doktor Alan Grant i jego kompania wjeżdżają na polanę i widzą po raz pierwszy brachiozaury, była jak zaproszenie do innego świata.
Od tamtej pory minęło prawie ćwierć wieku i w kinie widzieliśmy już wszystko. Gdy jeden z bohaterów „Jurassic World” mówi, że publiczność chce większych, straszniejszych dinozaurów z większą ilością zębów, wiadomo, że odnosi się to przede wszystkim do widzów przed ekranem, a nie gości parku na Isla Nublar. Jak więc twórcy filmu obeszli problem straszniejszych i bardziej drapieżnych gadów?

Najgroźniejszego po prostu wymyślili.

Indominus rex, podła bestia, straszliwsza jest od tyranozaura oczywiście, bo tyranozaurem to już się nawet przedszkolaków nie nastraszy, a welociraptory są tu jeszcze trochę dzikimi, ale już w miarę posłusznymi pupilkami głównego bohatera (poważnie!). Natomiast indominus – krwiożerczy, przebiegły, inteligentny, a na dodatek zmiennocieplny oraz posiadający zdolność kamuflażu – prawdziwy Jason Vorhees świata dinozaurów. Ale pisząc serio: paleontologia daje tyle możliwości, dlaczego więc trzeba wymyślać nieistniejący gatunek dinozaura? Już pomijam zastrzeżenia naukowców, że – w przeciwieństwie do oryginalnego filmu – wizja dinozaurów odbiega od dzisiejszego stanu wiedzy (pisali o tym ludzie znacznie mądrzejsi ode mnie). Jednak zmyślenie dinozaura to przekroczenie pewnego poziomu żenady. Doprawdy, trzeba było od razu zrobić film o smokach. Albo „Godzilla kontra T-Rex”, co może przynajmniej miałoby jakiś kampowy urok.
Sprawiedliwie muszę jednak przyznać, że indominus rex jest przynajmniej jakimś w miarę oryginalnym elementem. Cała reszta jest bowiem tak wtórna, że przypomina raczej remake niż sequel „Jurassic Park”. Poważnie, wszystkie kluczowe sceny i pomysły z pierwszego filmu są tu powielone, zazwyczaj bez polotu. Rzucam przykładami pierwszymi z brzegu: dwójka rodzeństwa w niebezpieczeństwie i poza granicami parku? Jest. Pazerny grubas, który kręci własny biznes? Jest (choć Vincent D’Onofrio to nie taki grubas, po prostu jest najpotężniejszy z całej obsady nie licząc jednego ze strażników, którego zresztą szybko zjada indominus). Biegnące stado dinozaurów? Jest. Chory – w tym przypadku śmiertelnie ranny – gad, którego dogląda dwójka głównych bohaterów? Jest. I tak dalej bez końca. Trevorrow nieustannie podkreśla ciągłość serii, w pewnym momencie reaktywuje nie tylko dinozaury, ale nawet stare jeepy, którymi jeździli po parku bohaterowie pierwszego filmu, a tragiczne wydarzenia z tamtego filmu są punktem odniesienia w kilku przynajmniej dialogach. Ale tego reżyserowi było jeszcze mało, postanowił dodatkowo udowodnić, że jest kinofilem, więc naszpikował swój film cytatami z rozmaitych klasyków. Znajdziecie tu „Szczęki”, „Ptaki”, ba, nawet „Predator” się załapał. Po cichu liczę na to, że w kolejnych częściach „Jurassic World” – a te, biorąc pod uwagę wynik kasowy filmu, są nieuniknione – zobaczę jakąś fajną aluzję do „Sharknado”.
O całej masie innych głupot i błędów – jak kobieta uciekająca (skutecznie) przed tyranozaurem w wysokich obcasach albo ogłuszająca pterozaura kolbą karabinu, potwornie schematyczne wątki familijne (rodzina w rozpadzie, etc) – już nawet nie chce mi się pisać.
Ale chce mi się napisać o jednej rzeczy, która wam może wydać się dziwaczna, ale mnie strasznie zirytowała. Chodzi mianowicie o sposób, w jaki są traktowane na ekranie zwierzęta, nie szkodzi, że wszystkie są efektem pracy grafików komputerowych. Grany przez Chrisa Pratta bohater powtarza, żeby pamiętać, że dinozaury to zwierzęta, nie rzeczy. Ale jego uwag najwyraźniej Colin Trevorrow do serca sobie nie wziął. W filmie Spielberga udało się przynajmniej zachować jakiś szacunek do natury, a dinozaury były tam jej uosobieniem, w starciu z którym człowiek był bezsilny – tak jakby próbował wiatrakiem zatrzymać tornado. W „Jurassic World” ludzie – którzy niczego się nie nauczyli po porażce poprzedniego projektu – wciąż są bezsilni, ale przynajmniej po drodze postarają się sprawić gigantycznym gadom manto. Dinozaury są tu więc ostrzeliwane z bazooki i karabinów, usypiane (co w przypadku pterozaurów daje dodatkowe konsekwencje podczas zderzenia z ziemią), rażone prądem i potrącane samochodami. Podejrzewam, że w kolejnej części sięgną po atomówki: tryumfalny finałowy ryk tyranozaura – który z czarnego charakteru awansował tu, podobnie jak raptory, na antybohatera w stylu Godzilli – zwiastuje, że dinozaury wrócą silniejsze, bardziej zwarte i jeszcze bardziej wkurzone.

Jurassic World
USA 2015 | reżyseria: Colin Trevorrow
★★★★★★

 

Reklamy

Autor: Jakub Demianczuk

Dziennikarz, krytyk

2 thoughts

  1. Zawsze można mieć nadzieję, że w kontynuacji pójdą po rozum do głowy i zrobią na przykład coś takiego:

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s