Filmy odkurzone: „Shopping”

shopping1

Obejrzałem „Shopping” z czystej ciekawości: to pełnometrażowy debiut aktorski Jude’a Lawa oraz reżyserski Paula W.S. Andersona. I właściwie jeśli warto do tego filmu wracać, to jedynie z kronikarskiego obowiązku.

Nawet 21 lat temu, gdy „Shopping” trafiał na ekrany angielskich kin, trudno było uznać ten film za specjalnie oryginalny. Ot, kolejna ponura wizja niedalekiej przyszłości, gangi nastolatków rozbijające się autami po mieście, świat, w którym marzenia o lepszym życiu zastąpiły imprezy, dragi i ogólna rozpierducha. Do tego dwóch rywali, Billy i Tommy, ścigających się o to, kto jest większym kozakiem. No i dziewczyna, Jo, jedyna, która widzi, że taki styl życia to równia pochyła, i że można z kręgu przemocy się jakoś wyrwać. Taki zlepek cytatów i inspiracji: od „Buntownika bez powodu” po „Mechaniczną pomarańczę”, niektórzy recenzenci wskazywali nawet powinowactwo z „Łowcą androidów” (co wydaje mi się jednak mocno naciągane) i Gotham City, tyle że pozbawione jakiejkolwiek namiastki prawa, nie mówiąc już o Batmanie.
Dystopia Andersona mocno się postarzała, ba, wydaje mi się, że już w momencie premiery była wyjątkowo zachowawcza i mało radykalna. Zwłaszcza w zestawieniu ze wspomnianymi filmami Kubricka czy Scotta „Shopping” nie sprawdza się ani jako krytyka społeczna, ani jako eskapistyczna rozrywka. Dlaczego więc w ogóle zawracać nim sobie głowę? Jeśli już, to przede wszystkim z powodu obsady i reżysera.
„Shopping” wants to establish the handsome, baby-faced Mr. Law as a contemporary James Dean. But his performance isn’t visceral enough for the rebel image to stick – pisał Stephen Holden w recenzji dla „New York Timesa” tuż przed amerykańską premierą filmu. Na ekrany w Stanach „Shopping” wszedł z blisko dwuletnim opóźnieniem (w lutym 1996 roku), ale rzeczywiście wtedy nie do końca było wiadomo, jak potoczy się kariera Jude’a Lawa. Na swoje szczęście aktor nie poszedł w stronę „buntowniczego wizerunku”, przełomowe w jego karierze role u Clinta Eastwooda („Północ w ogrodzie dobra i zła”), Anthony’ego Minghelli („Utalentowany pan Ripley”) i Davida Cronenberga („eXistenZ”) były jeszcze przed nim, no a dziś, wiadomo, jest jednym z najciekawszych brytyjskich aktorów. W „Shopping” miał na planie doskonałych partnerów: Sadie Frost (która wkrótce potem została jego żoną, obecnie od dawna już byłą), Jonathana Pryce’a, Seana Pertwee, Seana Beana i Marianne Faithfull. Aktorzy są tego filmu najmocniejszą stroną, choć przyznaję, że głównie jako nazwiska – nad ich ekspresją reżyser nie potrafił zapanować.
Dla Andersona „Shopping” okazał się przepustką do większych projektów, począwszy od adaptacji gry „Mortal Kombat” na kolejnych częściach „Resident Evil”. Relatywnie duże budżety Andersonowi nie pomogły stać się lepszym reżyserem – niemal każdy jego film to zlepek klisz i schematów, słabych scenariuszy i – co ciekawe – z reguły fantastycznie obsadzone. Ale to paradoksalnie działa na niekorzyść brytyjskiego reżysera: jeśli jego filmów nie potrafią uratować aktorzy klasy Madsa Mikkelsena i Christopha Waltza, to pewnie nic ich nie mogło uratować. I choć mam niewytłumaczalną słabość do „Ukrytego wymiaru” i trochę bezmyślnej frajdy sprawił mi „Wyścig śmierci”, większość filmów Andersona nie nadaje się do użytku. A im bardziej stara się być serio – jak w przypadku „Pompei” – tym gorzej. W sumie wychodzi na to, że to debiutancki „Shopping”, nieudany i nieprzekonujący, jest w dorobku Paula Andersona najciekawszą produkcją.
I jeszcze jedno: film funkcjonuje w Polsce także jako „Zakupy crash and carry”, ale to tytuł – nawet jeśli dosłownie opisuje hobby bohaterów, wjeżdżających samochodami do ekskluzywnych sklepów – tak beznadziejny, że pozwalam go sobie konsekwentnie ignorować.

PS. W tytule posta pojawiło się hasło – odkrywcze mniej więcej na tym samym poziomie co film „Shopping” – „filmy odkurzone”, czyli takie, które wygrzebałem ze sterty jeszcze nie obejrzanych płyt DVD. Mam nadzieję, że zamieni się w jakiś cykl, choć raczej, podobnie jak cały blog, nieregularny.

Shopping
Wielka Brytania 1994 | reżyseria: Paul W.S. Anderson
★★★★★★

Reklamy

Autor: Jakub Demianczuk

Dziennikarz, krytyk

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s