„Karbala”: wojna nie jest przygodą

„Karbala”. Fot. Next Film

Krzysztof Łukaszewicz nakręcił sprawne wojenne widowisko, sprytnie omijając budżetowe niedostatki.

Przed jednym z pokazów prasowych usłyszałem wymianę zdań dwójki krytyków spierających się o „Karbalę”. Ona twierdziła, że film zasłużył na nagrody w Gdyni (może nie Złote Lwy, ale jakieś na pewno), on – że film Krzysztofa Łukaszewicza to, excusez le mot, straszne gówno. Mi zdecydowanie bliżej do tej pozytywnej opinii: „Karbala” to dobrze odrobiona praca domowa, solidne i sprawne przeniesienie schematów amerykańskiego kina wojennego na polski grunt.
Przyznaję, obawiałem się tego filmu. Dotychczasowe dokonania reżyserskie Łukaszewicza niespecjalnie mnie przekonywały, nie przypominam sobie również, żeby w ostatnich dekadach w Polsce powstał porządny film wojenny, a w szczególności o wojnach współczesnych: próby Pasikowskiego, zwłaszcza „Operacja Samum”, do udanych wszak nie należą. Łukaszewicz przeskoczył poprzedników o kilka klas.
Nie będę zastanawiał się, w jakim stopniu scenariusz oparty jest na faktach. O bitwie o City Hall i bohaterskiej walce garstki polskich i bułgarskich żołnierzy możecie przeczytać gdzie indziej. Istotne, że „Karbala” sprawdza się jako filmowa opowieść – gdyby scenariusz był w pełni fikcyjny, miałby te same zalety i te same wady.
Punktem kulminacyjnym filmu jest oczywiście trzydniowe oblężenie City Hall, ale Łukaszewicz daje wystarczająco dużo czasu, żebyśmy poznali jego bohaterów. Kamera śledzi więc patrolujących Karbalę żołnierzy, zagląda do koszar i na sztabowe narady. Na tym tle wyróżnia się wątek sanitariusza Kamila Grada, który – oskarżony przez dowództwo o to, że przyczynił się (przez zaniechanie działania) do śmierci kolegi – czeka na proces. Nie chce, żeby robiono z niego kozła ofiarnego, a jednocześnie dławi go poczucie winy.
Wojna w filmie Łukaszewicza nie jest przygodą. Żołnierze nie przyjechali tu walczyć za idee, nawet nie dla zastrzyku adrenaliny, po prostu w Iraku zarabiają na zaciągnięte kredyty. Są solidarni, skłonni do poświęceń, ale wcale nie czują się przygotowani na to, co może się wydarzyć. Ich szorstki sposób bycia ma zamaskować stres i strach. Więcej tu zresztą nerwowego oczekiwania na to, czy coś się wydarzy, niż rzeczywistej akcji. Łukaszewicz udowodnił jednocześnie, że potrafi doskonale utrzymać napięcie – a o to było szczególnie trudno, skoro we wszystkich niemal zapowiedziach „Karbali” powtarzano (więc niczego tu w zasadzie nie spoileruję), że obrońcy City Hall nie ponieśli strat w ludziach. Reżyser pokazał także, jak skutecznie zamaskować finansowe niedostatki. Wiadomo, że nawet nie mógłby pomarzyć o budżecie przeciętnego hollywoodzkiego filmu (nie mówiąc o wojennej superprodukcji), ale skromne możliwości wykorzystuje na swoją korzyść. Akcja kręcona jest przede wszystkim kamerą z ręki, na zbliżeniach, skupia się na twarzach żołnierzy, a nie na szerokich planach. Można narzekać, że zabrakło rozmachu, ale dla mnie to zaleta: „Karbala” ma duszną, gęstą atmosferę, napięcie towarzyszące żołnierzom wydaje się chwilami wręcz namacalne.
Można oczywiście doszukiwać się słabych stron filmu Łukaszewicza, ale przecież wynikają one po części z gatunkowej konstrukcji filmu. Wkradający się pod koniec opowieści patos (z nieodzownym ujęciem żołnierza patrzącego na łopoczącą na wietrze flagę) czy nadmierne granie na emocjach (ratowanie dzieci będących zakładnikami terrorystów) – to wszystko kupuję z dobrodziejstwem inwentarza. Łukaszewicz ma pomysł, jak tę historię opowiedzieć, robi to konsekwentnie i z klasą. Tym bardziej, że „Karbala” ani na chwilę nie zamienia się w propagandowy obrazek. Reżyser skupił się na bohaterach dramatu, szczęśliwie odsuwając w cień polityczne aluzje oraz dyskusje co do sensu polskiej obecności w Iraku. „Karbala”, sprawnie zrealizowane kino akcji, wstydu ani filmowcom – ani polskim żołnierzom – nie przynosi, ale z pewnością nie była miejscem na poważną i pogłębioną dyskusję.

Karbala
Polska 2015 | reżyseria: Krzysztof Łukaszewicz
★★★★★★

Reklamy

Autor: Jakub Demianczuk

Dziennikarz, krytyk

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s