Igrzyska śmierci: Kosogłos, część 2. Sic semper tyrannis

Jennifer Lawrence jako Katniss Everdeen. Fot. Forum film
Jennifer Lawrence jako Katniss Everdeen. Fot. Forum film

Igrzyska głodowe wreszcie dobiegają końca, a dla Katniss Everdeen nadszedł czas ostatecznego pojedynku z dyktatorem Snowem. Nieco ta niebezpieczna gra się dłużyła, ale finał, choć specjalnej satysfakcji nie przynosi, warto zobaczyć.

„Igrzyska śmierci” mają swoich oddanych i wiernych wielbicieli, ja się do nich zdecydowanie nie zaliczam. Jeśli miałbym podsumować cały cykl w skrócie, to oglądając go przede wszystkim się męczyłem. Poza pierwszą częścią – ta do dziś wydaje mi się całkiem udana, poza tym wyznaczyła dość wysoki standard w ekranizacjach popularnych powieści dla starszej młodzieży. Kolejne odsłony nie były w stanie jej dorównać. Solidna realizacja i charyzma grającej Katniss Jennifer Lawrence nie były w stanie zrównoważyć scenariuszowych mielizn i zakradającej się do opowieści nudy. „Kosogłos”, sztucznie rozbity na dwa filmy, także na tym traci: gdybyśmy zamiast dwóch części mieli jedną – choćby trzygodzinną – wtedy prawdopodobnie byłoby to bardzo solidne widowisko i godne zwieńczenie cyklu. Ale – podobnie jak w przypadku „Hobbita” czy ostatniej części „Harry’ego Pottera” – skok na kasę okazał się ważniejszy i niestety skuteczny.
Trudno mi sobie wyobrazić, że na film, który jest czwartą częścią serii, a na dodatek drugą częścią finału, pójdzie do kina ktoś, kto nie widział poprzednich. Twórcy „Igrzysk” wyszli chyba z podobnego założenia, wrzucając widzów w sam środek wydarzeń, nie przypominając specjalnie, o co w tym wszystkim chodzi. Wojna z wojskami Panemu, dyktatury zbudowanej na gruzach dawnych Stanów Zjednoczonych, trwa w najlepsze. Katniss z grupą najwierniejszych przyjaciół udaje się na front – oficjalnie po to, by realizować materiały propagandowe dla sił rebeliantów. Nieoficjalnie: by zamordować prezydenta Snowa.
Brzmi to bardziej emocjonująco niż w efekcie wygląda. „Kosogłos, część 2” imponuje techniczną sprawnością, ale jest fabularnie rozmyty, pełen patetycznych frazesów i niemal całkowicie wyprany z emocji. „Niemal”, bowiem finałowa wolta – mimo iż dość łatwa do przewidzenia – zaprawia całą opowieść jeszcze większą dawką goryczy. Zakończenie „Igrzysk śmierci” jest jeszcze bardziej brutalne, posępne i niepokojące niż cała ponura skądinąd opowieść. Mimo happy endu – który sprawia wrażenie doklejonego na siłę – nie liczcie na żadne katharsis. Po seansie pozostaje w głowie jakiś dyskomfort, przeświadczenie, że bohaterowie nie będą żyli długo i szczęśliwie, bo zawsze znajdzie się jakiś prezydent Snow, który postanowi podporządkować swoim zasadom życie obywateli. I choć ostatecznie czeka go dramatyczny koniec – wierzymy, że sic semper tyrannis, jak krzyknął Brutus mordujący Juliusza Cezara – zawsze znajdzie się ktoś gotowy zająć jego miejsce.

Igrzyska śmierci: Kosogłos, część 2
The Hunger Games: Mockingjay, part 2 | USA 2015 | reżyseria: Francis Lawrence
★★★★★★

Reklamy

Autor: Jakub Demianczuk

Dziennikarz, krytyk

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s