„Sfinks”: Gdzie ta wizja? Gdzie te skandale?

01-sfinks

Książka „Sfinks. Wizjonerzy i skandaliści kina” Izabeli Żukowskiej i Faustyny Toeplitz-Cieślak powinna być fascynującą opowieścią o pionierach polskiego filmu. Ale jest jedynie przykładem, jak nie powinno się pisać popularnych książek o kinie.
Są autorzy, którzy produkując kolejne książki, marnują ciekawe tematy. W ostatnich latach szczególną popularnością – obok peerelowskiej popkultury – cieszy się wśród nich dwudziestolecie międzywojenne. Ikony, gwiazdy, skandale, obyczaje: cokolwiek się wydarzyło w tych mocno zmitologizowanych w masowej wyobraźni czasach doczekało się niedawno popularnego opracowania, raczej bryka dla ciekawskich, niż porządnej historycznej analizy. Mam wrażenie, że to ta popularność – w tym przypadku podsycona jeszcze niedawną premierą serialu „Bodo” – zadecydowała o puszczeniu „Sfinksa” do druku. Książka pań Żukowskiej i Toeplitz-Cieślak ma bowiem wartość, delikatnie mówiąc, znikomą. Kolejny temat zmarnowany.
Pisanie o pionierskich czasach polskiego kina jest zadaniem, jak sądzę, dość niewdzięcznym: cała wiedza pochodzi przede wszystkim z innych opracowań, źródła – zwłaszcza prasa z początku wieku, lecz także wspomnienia, czego przykładem są zapiski Poli Negri – bywają mocno niewiarygodne i nie ma już przecież nikogo, kto by tę historię opisał własnymi słowami. Spora część filmów zaginęła, niektóre są dostępne wyłącznie w zagranicznych archiwach, słowem – same przeszkody. Autorki „Sfinksa” postanowiły sobie z tym poradzić swój tekst opierając niemal wyłącznie na cudzych badaniach. Proszę mnie nie zrozumieć opacznie: NIE MA tu mowy o plagiacie, lecz także nie ma mowy o jakiejkolwiek autorskiej refleksji, analizie, pomyśle, koncepcji. Zgoda, nie każda książka historyczna – zwłaszcza popularna – musi mieć jakąś rewolucyjną myśl przewodnią, ale nawet jeśli jest zbiorem anegdot i informacji, to przynajmniej mogłaby być z werwą, dystansem, może nawet jakimś dowcipem napisana. Ale to jeszcze nie jest największy problem „Sfinksa”.
Podtytuł obiecuje emocje i wypieki na twarzy: „Wizjonerzy i skandaliści kina”. Jeszcze więcej zapowiada pod-podtytuł: „Porwania aktorów, zrywane kontrakty, szpiegostwo repertuarowe – drapieżna konkurencja prekursorów polskiego kina”. Na obietnicach się jednak kończy: historia wczesnych lat polskiej kinematografii, skupiająca się na postaci Aleksandra Hertza, założyciela wytwórni Sfinks, gromadzi parę ciekawostek, trochę ploteczek, kilka historii natury kryminalnej, ale ani wielkiej wizji, ani wielkich skandali się nie spodziewajcie.
Samego Sfinksa jest tu zresztą zaskakująco mało. Opowieść o wytwórni Aleksandra Hertza i jej filmach gęsto przeplatana jest obrazkami z Warszawy początków XX wieku, jednak niewiele wnoszącymi do opowieści o świecie kina. „15 sierpnia do Warszawy przyjechał Józef Piłsudski. Już 17 sierpnia wyjechał. Wrócił 12 grudnia 1916 roku, witany owacyjnie na Dworcu Wileńskim”. Pomijając niezamierzoną śmieszność skrótowej narracji, warto zapytać, jaki to ma związek ze Sfinksem? Żeby chociaż pojawiała się tam informacja, że Hertz wysłał jakiegoś operatora, by śledził z kamerą poczynania Piłsudskiego – jeśli coś podobnego miało miejsce, to z tej książki się tego nie dowiecie. Pod względem redakcji to zresztą praca dramatycznie puszczona. Niektóre akapity aż proszą się o uzupełnienie wiadomości, podczas gdy inne informacje powtarzają się bez potrzeby w różnych miejscach tekstu. Cytat ze wspomnień Antoniego Uniechowskiego, opisującego Warszawę „piękną i brudną”, etc. pojawia się dwa razy na tej samej rozkładówce.
Podobnych rozpychaczy treści jest tu mnóstwo. Niczemu innemu, niż sztucznemu powiększaniu objętości, nie służą ani rozdział o kinematograficznych wynalazkach Kazimierza Prószyńskiego, ani poszerzone (choć jednocześnie i tak ubogie w fakty) opowieści o gwiazdach filmów Sfinksa, nie mówiąc już o opisach miasta, życia ówczesnych teatrzyków kabaretowych czy relacji z zamachu na prezydenta Narutowicza (rzecz jasna bez uzasadnienia, czy to traumatyczne wydarzenie wpłynęło w jakikolwiek sposób na Hertza i jego współpracowników). Za to nie znajdziecie tu jakiejkolwiek próby filmoznawczej analizy dokonań studia, nakreślenia ich miejsca w historii polskiego kina, znaczenia dla ówczesnego kina popularnego i jego późniejszego rozwoju. Okres po śmierci Hertza (1928) został zamknięty w jeszcze większych skrótach, jakby postępująca degradacja studia Sfinks – które wszak funkcjonowało aż do wybuchu II wojny światowej – autorki ostatecznie wymęczyła.
Do listy grzechów książki można dopisać kolejne, pozornie dużo mniej istotne. Ot, w bibliografii pojawia się książka skompromitowana plagiatem (na szczęście jest również książka, z której autor tejże czerpał, hm, inspirację). Wiele zdjęć oznaczonych jest nic nie mówiącym podpisem „Reklama prasowa” lub „Informacja prasowa”, co na dobrą sprawę jest dość oczywiste (skoro na fotografii widać fragment gazety), ale oczywiście bez podania źródeł, daty, itp. To bywa dodatkowo mylące (choć to już rzecz dla szczególarzy) – w rozdziale o początkach kariery Poli Negri jest zamieszczony fragment informacji dziennikarskiej o gaży gwiazdy za „Niewolnicę zmysłów” (1914) , co niejako sugeruje, że to wycinek z tamtego czasu. Tymczasem to informacja, która pojawiła się w prasie – tak, nie wiemy, w jakim tytule – w latach 30., czego należy się domyślać z drugiej widocznej na wycinku notki o kinowej premierze filmu „Ona idzie na wojnę!” Henry’ego Kinga, nakręconego w 1929 roku. Przykłady podobnych, drobnych ale irytujących zaniedbań można mnożyć.
Jeśli już sięgać po „Sfinksa”, to jedynie dla garści ciekawostek. A najlepiej od razu przejść do bibliografii, wypisać sobie parę tytułów – np. „Film żydowski w Polsce” Grossa, „Poza ekranem” Zajička, obowiązkowo książki Tadeusza Lubelskiego oraz Małgorzaty Hendrykowskiej – i od nich zacząć przygodę z przedwojennym polskim kinem.

Sfinks. Wizjonerzy i skandaliści kina
Izabela Żukowska, Faustyna Toeplitz-Cieślak | Prószyński i s-ka 2016
★★★★★★

Reklamy

Autor: Jakub Demianczuk

Dziennikarz, krytyk

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s