Siedem wspaniałych (i ósmy też niezły)

bedziesz-plansza
Kadr z komiksu „Będziesz smażyć się w piekle” (Kultura Gniewu)

Dawno na blogu nie było niczego o komiksach. Zatem w ramach podsumowania siedem najlepszych polskich albumów AD 2016. I jedno wyróżnienie specjalne.

Właściwie nie miałem problemu z wyborem najciekawszych tytułów. Zdecydowałem się ograniczyć wyłącznie do polskich tytułów, bo mam wrażenie, że przeczytałem większość ważnych rodzimych albumów wydanych w tym roku – za tłumaczeniami już nie sposób nadążyć, ukazuje się ich zbyt wiele (i bardzo dobrze, w końcu o to chodzi!). Z lenistwa od czasu do czasu oddam samemu sobie głos, podrzucając fragmenty recenzji z „Kultury” (części z nich i tak nie ma w sieci). Kolejność odwrotna, trzeba budować napięcie.

testujacWyróżnienie specjalne: „Testując Apokalipsę”
scenariusz i ilustracje: Tom Kaczynski, przekład: Grzegorz Ciecieląg (Wydawnictwo Komiksowe)
Komiks niepolski, ale polski zarazem, Tom Kaczynski jest naszym człowiekiem w Ameryce, z Polski wyjechał jako nastolatek, od swojej przeszłości i fascynacji się nie odcina (o czym można przeczytać w starym wywiadzie z Alei Komiksu). A jego album – czy też raczej zbiór krótkich form wcześniej publikowanych na łamach antologii „Mome” – to jeden z najbardziej enigmatycznych i fascynujących komiksów tego roku. „Testując Apokalipsę” nie da się streścić. Można ewentualnie rzucać na zachętę hasła: zobaczycie strajk marksistowskich zombi z Marsa i film, w którym grają neandertalczycy (no, prawie). Poznacie przyszłość zorganizowaną przez korporacje i teraźniejszość zorganizowaną, no cóż, przez korporacje. Megaslumsy, bloki pułapki i zagubionych w tym wszystkim bohaterów. Ale dzieło Kaczynskiego to więcej niż suma intrygujących pomysłów. Brawurowo łączy science fiction z surrealistycznym humorem, a przenikliwe socjologiczne obserwacje wzbogaca licznymi kulturowymi odniesieniami, odwołując się do komiksów Daniela Clowesa, prozy J.G. Ballarda, filozofii Slavoja Žižka i urbanistycznych esejów Jane Jacobs.

toniejestlas7. To nie jest las dla starych wilków
scenariusz i ilustracje: Tomasz Samojlik (Kultura Gniewu)
Albumy Samojlika są idealną ilustracją – znanego przynajmniej od czasu historyjek o Tytusie, Romku i A’Tomku – hasła „Ucząc – bawi, bawiąc – uczy”. I to uczy nie tylko chwilami bardzo konkretnych pojęć – jak mikoryza, ciąg Fibonacciego czy symbioza fakultatywna – lecz przede wszystkim szacunku do świata przyrody, zachwytu nauką i proekologicznego spojrzenia na świat. Uwielbiam to, że Samojlik nigdy nie wpada w mentorski ton. Niby rysuje i pisze dla dzieci, ale to jednocześnie błyskotliwa popkulturowa zabawa, mieniąca się cytatami z kina i literatury, prowadzona z pełną świadomością możliwości, jakie niesie ze sobą komiksowe medium i chętnie do tradycji tegoż się odwołująca.

mute6. Mute. On/Off
scenariusz: Bartosz Sztybor, Dennis Wojda, ilustracje: Sebastian Skrobol (Wydawnictwo Komiksowe)
Dawno, dawno temu, znaczy jakieś cztery lata wstecz, znalazłem się w składzie jury konkursowego Międzynarodowego Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi. Wygrał wtedy komiks „Ghost Kids: The Ribbon” i z tym werdyktem chyba nikt się nie kłócił. Fajny scenariusz Wojdy, a przede wszystkim kapitalne ilustracje Skrobola ciągle robią na mnie wrażenie. „Ghost Kids” znalazł się w zbiorku „Mute. On/Off” obok innych znakomitych prac artysty tworzonych do scenariuszy Sztybora i Wojdy (jeden tekst jest również autorskim dziełem rysownika). Są różne, a jednocześnie tworzą zbiór zaskakująco spójny. Łączy je odrealniona atmosfera, czasem wprost odwołująca się do klasycznych baśni („The Wolf”), czasami do różnych odmian fantastyki grozy („Blask”), kiedy indziej znów przywodząca na myśl kino Tima Burtona lub odpryski z powieści Lemony’ego Snicketa.

morze-po-kolana5. Morze po kolana
scenariusz: Marcin Kołodziejczyk, ilustracje: Marcin Podolec (Wielka Litera)
O ile Podolca uwielbiam, o tyle reportaże Kołodziejczyka zazwyczaj mnie nie przekonywały. Ale tym razem jest inaczej: to nie tylko ilustracje – jak zwykle znakomite – robią ten album, lecz także świetny tekst. Wydawca, a w ślad za nim część recenzentów, udają, że komiksowy reportaż to absolutna nowość, co akurat prawdą nie jest (co mieliby powiedzieć na to Joe Sacco, Guy Delisle, a nawet sam Marcin Podolec?), ale to nie ma znaczenia. „Morze po kolana” jest po prostu świetne. I doskonale uchwyciło Polskę, jakiej na co dzień nie oglądamy (za to bohaterowie komiksu mają jej aż w nadmiarze). Nadmorska wioska, z której już wyjechali wszyscy turyści. Szarobura jesień, wiatr od morza, marazm. „Ale strasznie nie ma co robić”, mówi jeden z bohaterów, zabijający nudę wysiadywaniem na przystanku pekaesu w towarzystwie dwóch kumpli i kilkunastu puszek piwa. W takiej wiosce niewiele się dzieje. Jedni wyjeżdżają, inni wracają. Czasami ktoś umrze, bo ile można żyć wspomnieniami niekoniecznie lepszych czasów. Sporo się pije, wypatrując wiosny, czekając na nowy sezon. Smutny to obraz, pełen gorzkiej ironii („Śmierdział Polakiem. Fajki i frytura”), opowiadany wyrazistymi epizodami, wnikliwy, pozbawiony wielkomiejskiej pobłażliwości i fałszywego współczucia.

dym4. Dym. Pablopavo – wywiad graficzny
scenariusz: Marcin „Flint” Węcławek, Marcin Podolec, ilustracje: Marcin Podolec (Kultura Gniewu)
Podolec po raz drugi, forma niby podobna, ale nie do końca, zamiast reportażu mamy bowiem wywiad. Pomysł kapitalny, ale wydawałoby się ryzykowny. A jednak wypalił: zarówno dzięki osobowości bohatera, jak i świetnie skonstruowanemu scenariuszowi oraz rzecz jasna świetnym ilustracjom. Powstała opowieść o muzyce, sztuce, Warszawie, pasjach, rozczarowaniach, nadziejach. Zabawna, inteligentna, czasem zaskakująco wzruszająca i intymna. Komiks powstał na podstawie wielogodzinnych rozmów z Pablopavo, a po każdej kolejnej lekturze żałuję, że prawdopodobnie większość z tychże rozmów do ostatecznej wersji albumu nie weszła. Może jakiś sequel, panowie?
PS. Z Flintem wiele lat pracowaliśmy razem w „Ślizgu”, ale moje zachwyty nad „Dymem” nie są zachwytami po znajomości.
PS 2. Rysunki Podolca mnie prześladują. Gdy dostałem w prezencie gwiazdkowym bardzo fajny komiks „Audubon on the Wings of the World”, to patrząc na ilustracje, zastanawiałem się, czy Jérémie Royer to przypadkiem nie francuski pseudonim Marcina Podolca.

przygodystasia3. Przygody Stasia i Złej Nogi
scenariusz i ilustracje: Tomasz „Spell” Grządziela (Kultura Gniewu)
Rzadko mi się zdarza, żebym po pierwszej lekturze komiksu od razu przeczytał go po raz kolejny. „Przygody Stasia i Złej Nogi” taką właśnie reakcję wywołały. Album Spella jest dowcipny, wzruszający i mądry (a przy okazji doskonale narysowany). Wydaje się niepozorny, ale jest niezwykły. Zła Noga jest „najlepszą siostrą i kumpelą” Stasia. Jest też jego przekleństwem – z powodu choroby chłopiec jest przykuty do wózka inwalidzkiego, czasem jedynie, gdy ma dobry dzień, może zrobić parę kroków chodząc o kulach. Staś jednak kompletnie się nie przejmuje: w końcu ze Złą Nogą można bawić się w piratów, pograć na konsoli (Zła Noga ssie w „Tekkena”), wreszcie zwalić na nią winę za jedynkę z klasówki.
„Przygody Stasia…” początkowo przypominają pełną ciepłego humoru opowieść o szczenięcych latach – pomyślcie o ciepłym, nostalgicznym humorze opowiadań o Mikołajku doprawionym szczyptą anarchicznego dowcipu „Calvina i Hobbesa”. Ale to jedynie inspiracje, Grządziela nikogo nie imituje, a dzieciństwo jego bohatera nie jest beztroskie i pełne emocji. Powoli do „Przygód…” wdzierają się poważniejsze tony, równoprawną bohaterką staje się zdesperowana Mama Stasia, a komiks okazuje się przejmującą opowieścią o próbach oswojenia niepełnosprawności, o samotności, lęku przed separacją i śmiercią, rozpaczliwej potrzebie przyjaźni i zrozumienia. Prosta forma – każda strona to spuentowana anegdota zamknięta w czterech kadrach, a ten schemat rzadko zostaje przez autora przełamany – skrywa rzadko spotykaną głębię i empatię.

bedziesz2. Będziesz smażyć się w piekle
scenariusz i ilustracje: Krzysztof „Prosiak” Owedyk (Kultura Gniewu)
Słucham metalu od niepamiętnych czasów. I strasznie rzadko udaje mi się zobaczyć/przeczytać fikcyjne dzieło dotyczące sceny metalowej (muzyków czy fanów), które nie byłoby zbudowane z tandetnych stereotypów: albo tępe szatany, albo obcisłe portki i glamrockowy makijaż. Znacie jakieś dobre? Na poziomie filmu „Metalhead” Ragnara Bragasona? Podpowiedzcie! A jeśli nie znacie, to przeczytajcie nowy album Prosiaka. Bo to historia z życia wzięta (na szczęście nie z życia rysownika). Gitarzyście Tarantulowi udało się spełnić skryte marzenie – właśnie został przyjęty do zespołu Deathstar, wielkiej gwiazdy sceny metalowej. To nie tylko szansa na popularność, ale i na pieniądze, których muzyk i jego ledwie wiążąca koniec z końcem rodzina rozpaczliwie potrzebują. Ale marzenia bardzo rozmijają się z rzeczywistością – wszystko, co robi Deathstar, podporządkowane jest zachciankom, fantazjom i kaprysom lidera zespołu Lorda Solo. A reszta muzyków traktowana jest jak śmieci, dostaje marne ochłapy z zarobionych przez kapelę pieniędzy, a często po prostu dopłaca do interesu (i do luksusów, jakimi otacza się Solo). Bunt dojrzewa w nich powoli, ale czy wybuchnie? W końcu granie dla zespołu, który jest światową marką, wymaga poświęcenia. „Będziesz smażyć się w piekle” ma znane z wcześniejszych prac Prosiaka zadziorność, energię, gniew oraz krytyczne spojrzenie na rzeczywistość i kulturę, także alternatywną. Jednocześnie to jego najdoskonalszy, świetnie skomponowany i napisany album. Przejmująca, inteligentna i niepozbawioną czarnego humoru opowieść o wyzwaniach codzienności, próbach zachowania niezależności, iluzjach sławy, wreszcie o potrzebie zdefiniowania życiowych priorytetów. Prawdziwa i bolesna.

koscisko1. Kościsko
scenariusz i ilustracje: Karol „KRL” Kalinowski (Kultura Gniewu)
Kościsko z pozoru przypomina zwyczajne, senne miasteczko. Knajpka, warsztat samochodowy, znudzone dzieciaki. I biblioteka, w której właśnie zaczyna pracę pan Karol. Niedawno przyjechał do Kościska ze swoim synem Maxem. I obaj szybko przekonają się, że nie jest to wcale zwyczajne miasto. Kościsko powstało jako azyl dla wszelkich mitologicznych istot, które kiedyś żyły w zgodzie z ludźmi, ale potem musiały ustąpić przed rozwojem cywilizacji. Teraz próbują się dostosować i nie rzucać w oczy, ale jak to zrobić, skoro w Kościsku żyją – czy też raczej istnieją – pracują wampiry, południce, skrzaty, a nawet cmentarna baba? I jak w tym środowisku odnajdą się Karol i Max?
KRL wraca do magicznej rzeczywistości doskonałej „Łaumy” (niedawno ukazało się trzecie wydanie!). Zderzenie rzeczywistego świata ze słowiańskimi mitami oraz dziecięcą wyobraźnią przyniosło tamtemu albumowi olbrzymi sukces. A „Kościsko” jest przynajmniej równie dobre: inteligentne, dowcipne, wzruszające i rzecz jasna perfekcyjne od strony graficznej. Kto chce, znajdzie tu odwołania do klasycznego malarstwa (uwielbiam, jak KRL przerabia po swojemu muzealne arcydzieła) i do świetnej serii Luke’a Pearsona o Hildzie, do klasyki dziecięcej literatury z „Muminkami” na czele, nawet do stworzonych przez Janusza Christę Borostworów. Ale „Kościsko” jest więcej niż graficznym popisem i umiejętną żonglerką popkulturowymi motywami. W atrakcyjnej fabule KRL niemal mimochodem opowiada ważne rzeczy o miłości i rodzicielstwie, o śmierci i żałobie. I robi to po mistrzowsku.

Reklamy

Autor: Jakub Demianczuk

Dziennikarz, krytyk

Jedna myśl

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s