„Głusza”: Kobiety ocalą świat

glusza2
Ellen Page i Evan Rachel Wood. Fot. Mayfly

Skromna, skupiona na głównych bohaterkach „Głusza” to nie do końca udany film, ale w interesujący sposób wpisuje się w dzisiejszą debatę publiczną. Także w Polsce.

W niespokojnych czasach przybywa katastroficznych wizji: kultura, zwłaszcza popularna, nieustannie atakuje wyobraźnię obrazami zagłady cywilizacji, upadku ludzkości, końca świata. Przetrwają najsilniejsi i najbardziej zdeterminowani albo nie przetrwa zgoła nikt. Koniec świata to zabawa dla twardzieli, zaś kobiety w postapokaliptycznej scenerii rzadko pełnią funkcję inną niż ozdobna: Furiosa w nowym „Mad Maksie” czy komiksowa Tank Girl to wyjątki (na dodatek i tak stworzone przez mężczyzn).
Amerykańska pisarka i dziennikarka Sloane Crosley w eseju „It’s the End of the World as She Knows It” opublikowanym na łamach „The New York Times” dowodziła, że postapokaliptyczne wizje tworzone przez mężczyzn i kobiety różnią się nie tylko poziomem przemocy, lecz przede wszystkim spojrzeniem na świat i na bohaterów. Także dlatego że kobiety wciąż muszą walczyć o swoje prawa i o równe traktowanie: „Margaret Atwood zauważyła, że kobiety ze strony mężczyzn najbardziej obawiają się przemocy, a mężczyźni ze strony kobiet – upokorzenia. Pisarki nie muszą niszczyć świata, by wyobrazić sobie, czym jest niebezpieczeństwo. Zagrożenie przemocą nie jest dla nich niczym nowym”. Crosley w swoim tekście nie odwołuje się co prawda do literackiego pierwowzoru „Głuszy”, czyli powieści Jean Hegland „Into the Forest”, lecz zarówno książka, jak i wyreżyserowany na jej podstawie film wpisują się w ten schemat.

„Głusza” to mała apokalipsa: nie ma tu widowiskowych elementów, które zwykliśmy kojarzyć z kinem fantastycznym lub katastroficznym. Nic nie zmienia ludzi w zombi, tornada nie rujnują miast, brak nawet hord barbarzyńców plądrujących opuszczone domy i centra handlowe. Któregoś dnia po prostu znika prąd. Dla sióstr Nell (Ellen Page) i Evy (Evan Rachel Wood) mieszkających z ojcem w domu na odludziu i tak wydaje się to życiową katastrofą: jedna z dziewczyn uczy się do egzaminów, druga trenuje taniec, więc potrzebuje muzyki. Zresztą piekielnie trudno wyobrazić sobie życie bez elektryczności. Bez sztucznych źródeł światła, bez komputerów i internetu, bez bieżącej wody, bez wszelkich cywilizacyjnych udogodnień, do których przywykliśmy tak bardzo, że właściwie ich nie zauważamy. Blackout przedłuża się jednak w nieskończoność, zaczynają mnożyć się problemy, a gdy ojciec ginie w tragicznym wypadku, dziewczyny muszą same się nauczyć działania w niecodziennych warunkach.
Punkt wyjścia „Głuszy” nie jest specjalnie oryginalny: z wizją świata pozbawionego elektryczności francuski pisarz René Barjavel zmagał się w powieści „Ravage” już we wczesnych latach 40. ubiegłego wieku. Całkiem niedawno mogliśmy oglądać serial „Revolution”, w którym brak prądu wywołuje globalne społeczne zmiany i oczywiście nieustającą wojnę tych dobrych z tymi złymi. Trzeba przy tym zauważyć, że powieść „Into the Forest” ukazała się pierwotnie w 1996 roku, czyli ponad 15 lat przed premierą „Revolution”. Tutaj wojny ani rewolucji nie ma. Pozostawione same sobie siostry próbują radzić sobie z wyzwaniami codzienności. Przemoc jest marginesem ich świata, z niepokojem obserwowanym kątem oka, w ich życie wdziera się właściwie tylko raz, gdy jedna z dziewczyn zostaje napadnięta i zgwałcona.

Jeszcze w latach 90. ubiegłego wieku w Stanach Zjednoczonych przeprowadzono sondę, jaki scenariusz na przyszłość wydaje się najbardziej przerażający. Odpowiedź brzmiała: „świat rządzony przez feministki”

„Głusza” nie jest w pełni udanym filmem. Nie do końca wykorzystuje potencjał powieści Hegland – która bywa zdecydowanie na wyrost przyrównywana do „Opowieści podręcznej” Margaret Atwood czy „Przypowieści o siewcy” Octavii E. Butler – cały ciężar fabuły składając na barki doskonale obsadzonych aktorek. To zresztą Ellen Page zgłosiła się do Patricii Rozemy z pomysłem na ekranizację książki, została też współproducentką filmu. „Każdy dziś kręci filmy apokaliptyczne, ale nikt nie robi ich w taki sposób, a już z pewnością nie z kobietami w rolach głównych. Chciałam odnaleźć w tej historii coś nowego i pięknego” – mówiła reżyserka w jednym z wywiadów.
Rozema proponuje więc inne spojrzenie na świat po apokalipsie. Spojrzenie z perspektywy zwykłych dziewczyn – Evan Rachel Wood zwracała w wywiadach uwagę, że to nie są „silne” kobiety, ale po prostu kobiety – wyciszone, intymne. „Głusza” przywraca odpowiednie proporcje: to gwałt, brutalny i zaskakujący, jest dla dziewczyn większą traumą niż brak prądu. „Tysiące lat ludzie żyli bez elektryczności”, mówi jedna z bohaterek, „my też damy radę”. Początkowo nieznośną sytuację siostry próbują nie tylko przetrwać, lecz także oswoić i opanować. Jest w tym jakieś dalekie echo filozofii powrotu do natury Jeana-Jacques’a Rousseau, lecz przede wszystkim feministyczny manifest niezależności i zerwania z patriarchalnym porządkiem. Mężczyźni w tej opowieści umierają, odchodzą – jak chłopak Nell, goniący za mrzonką w stylu „podobno na Wschodzie jest prąd i cywilizacja” – albo swoją słabość maskują brutalną przemocą.

Jeszcze w latach 90. ubiegłego wieku w Stanach Zjednoczonych przeprowadzono sondę, jaki scenariusz na przyszłość wydaje się najbardziej przerażający. Odpowiedź brzmiała: „świat rządzony przez feministki”. Oczywiście w ankiecie przeprowadzonej wśród naukowców i badaczy brali udział sami mężczyźni. Zresztą przykładów podobnego lęku nie musimy szukać daleko: wystarczy przypomnieć sobie stosunkowo przecież niewinną „Seksmisję” – nawet jeśli film Juliusza Machulskiego był satyrą wymierzoną przede wszystkim w system totalitarny, pozostaje jednocześnie reliktem czasów, w których feminizm był traktowany jako dziwactwo, a kobiety bez facetów wydawały się skazane na zagładę (i nie chodziło wyłącznie o reprodukcję). Niesłabnąca popularność mizoginicznych partii i polityków w Stanach Zjednoczonych, Polsce czy na Węgrzech dowodzi, że do dziś się niewiele w gruncie rzeczy zmieniło. „Skrajna prawica nie potrafi sobie wyobrazić świata, w którym prawa kobiet i prawa mężczyzn nie byłyby przeciwstawne, w którym zysk kobiet nie oznaczałby z definicji straty mężczyzn” – pisała na łamach magazynu „The Baffler” Laurie Penny. We wspomnianym eseju Sloane Crosley pisała zaś: „Trudno nie pomyśleć, że być może kobiety są lepiej przygotowane na koniec świata”. Nie potrzebują napakowanych testosteronem brutali, owiniętych drutem kolczastym kijów bejsbolowych, karabinów maszynowych ani protekcjonalnej opieki. I być może dla mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet, to właśnie ta świadomość jest bardziej przerażająca niż wizja świata pod rządami feministek.

Głusza
Into the Forest | Kanada 2015 | reżyseria: Patricia Rozema

Reklamy

Autor: Jakub Demianczuk

Dziennikarz, krytyk

Jedna myśl

  1. Heh… A ja właśnie czytam Barjavela, tylko inną książkę.

    I również, poniekąd, na marginesie… Ciekawe, że w kontekście Mad Maxa wszyscy się powołują na Furiosę, a zapominają o kick-ass Goździkowych na moturach 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s